Byłem w stanie osłupienia.
- Jak można nie lubić własnej matki?! - Zapytałem sam siebie, nie robiąc sobie nic wielkiego z gróźb wadery. Do mnie dosiadł się biały jak śnieg szczeniak. Myślałem, że to Thomas, ale był to Angel, bo miał skrzydła. Słyszał moje pytanie.
- O kogo chodzi? - Spytał. - Kto nie lubi własnej matki?
- Ambrela. - Odpowiedziałem.
- To bez sensu. - Stwierdził.
- Dokładnie! Przecież matkę i ojca należy kochać, a nie tylko lubić! A co dopiero nie kochać, lub tym bardziej nawet nie lubić! Powiedziała mi, że jej tata odmienił się dzięki muzyce i miłości. Myślisz, że jej też się to uda?
- Szczerze w to wątpię. - Odparł. - Kiedy kiedyś się jej zapytałem, czy będzie chciała wieść z kimś szczęśliwe życie, ta wybuchnęła śmiechem. Mimo, że ma żywioł muzyki, chyba niezbyt ją lubi...
- Może odmieni ją co innego? - Spytałem.
< Angel, co potem? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Zostaw po sobie ślad!