- Cześć! - Powiedziałem radośnie.
- Hej Gary! - Odparł.
- Wybrałbyś się ze mną na wyprawę? - Spytałem.
- Zależy na jaką. - Rzekł, skrywając zaciekawienie.
- Wczoraj niedaleko wschodnich granic zauważyłem mnóstwo świateł. Był tam też dym, więc to prawdopodobnie jakaś osada. Ale kiedy się zbliżyłem usłyszałem jęki i wolałem odejść. - Powiedziałem.
- I chcesz, żebym poszedł tam z tobą? - Zaintrygowało go to. - Zgoda.
Po półtorej godzinie szybkiego marszu, dotarliśmy na ścieżkę prowadzącą do tajemniczej osady. Pierwszy był ten główny dom, a niedaleko za nim stała cała osada, składająca się z 14 małych, jednorodzinnych domków.

- To tutaj. - Powiedziałem.
- Sprawdźmy każdy domek. - Zarządził Lo. W każdym z 15 domów paliły się światła, a z komina jednego z nich buchał dym. Nie było jednak żywego ducha.
- Wiesz, te chmury i góry za tym strasznym miejscem przypominają mi duchy. A może one na dzień chowają się w górach, by nie porwał ich bóg słońca, Helios i robią to w takim pośpiechu, że zapominają o światłach i kominkach.
- Może być. Nazwijmy to miejsce Miastem Duchów. - Rzekł Lo. Udaliśmy się do Gustawa, aby opowiedzieć mu o miejscu, po czym poszliśmy coś wspólnie upolować.
< Lo? Co potem? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Zostaw po sobie ślad!