Westchnęłam smutno i cicho, a łzy popłynęły mi z oczu. Serce przeszyło silne ukłucie głębokiego bólu. Spuściłam głowę.
- Obawiam się, że to niemożliwe. - Odparłam.
- Na jakiej podstawie możesz tak myśleć.
- Wykrzyczała mi już nie raz, prosto w pysk, że mnie nienawidzi, za to, że zmieniłam jej ojca w tego wilka, którym teraz jest, za to, że jestem taka miła dla innych, kocham muzykę... Mogłabym wymieniać godzinami. W zasadzie, powtarza mi to regularnie, więc jej wychowaniem zajmują się nauczyciele, bo Kiba nie jest przekonany, czy sobie z nią poradzi, poza tym dość często go nie ma, gdyż wciąż jest aktywnym członkiem zespołu. Ja niedługo wrócę i będę dalej śpiewać, ale dopiero kiedy moje dzieci będą już dorosłe. - Powiedziałam. Położyłam się i chowając pysk w łapach, zaczęłam szlochać. Wtedy przybiegła do mnie Omega.
- Mamusiu, dlaczego płaczesz? - Spytała piskliwym głosem.
- Córeczko, nie przejmuj się. Mamusia dostała... ataku. Czasem musimy się wypłakać, wiesz? Idź się bawić. - Rzekłam, jednak szczenię było sprytne.
- Czy chodzi o Ambrelę? No bo ja właśnie po to tutaj przyszłam. Dziś powiedziała mi, że nie zasługuję na taki wygląd, bo przypominam tatę. I... i mówiła, że w przyszłści mnie zabije, zedrze ze mnie skórę i będzie ją dumnie nosić, a z moich złotych oczu zrobi sobie wisior, który zawiśnie na skórze i będzie dyndać jako małe trofeum.
- Widzisz, Amber, co ona wyprawia? Ja już nie mam do niej siły!
< Amber, kontynuuj... >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Zostaw po sobie ślad!