Od chwili, gdy pokochałem Whitney kojarzyła mi się z aniołem, ale nigdy nie miała skrzydeł. Przede mną stała wadera. Oświetlone przez księżyc skrzydła, pięknie błyszczały.
Patrzyła na mnie nieufnie. To ja powinienem. To ona mnie zaskoczyła.
-Czego tu szukasz?-zapytała.
-Ja powinienem, o to zapytać.-mruknąłem, unosząc jedną brew do góry. Wadera uśmiechnęła się pod nosem.
-Ja spytałam o to pierwsza...
-Przyszedłem zapolować. Moja partnerka Whitney, chce coś do jedzenia.-powiedziałem. Wadera kiwnęła głową.
-Dobrze, ja tu przyszłam polatać.
-Dobrze, czyli wszystko jasne.-powiedziałem.
-Czy ty nie jesteś przypadkiem Etan?-zapytała. Kiwnąłem głową. -Ja jestem Siraju.
-Miło mi.-powiedziałem. Siraju zatrzepotała skrzydłami. Nie wiedziałem, co zamierza.
< Siraju, szykujesz jakąś niespodziankę ?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Zostaw po sobie ślad!