Przez długą chwilę milczałem, nie mogąc znaleźć słów na zachowanie mojego brata, ale w końcu oznajmiłem dosyć tajemniczo:
- I tak miałem szczęście...
- Dlaczego? - dociekała.
- Ponieważ nie zdążył rzucić we mnie kulistym piorunem. - odparłem.
- A zrobił to kiedyś? - zapytała przejęta.
Westchnąłem.
- Tak, i to kilka razy.
- Nic ci się nie stało?
- No cóż...pierwsze trzy razy trafiłem do szpitala z poważnymi obrażeniami...
- A później?
- Następne pięć razy...też skończyły się w tym miejscu.
- A dalej?
- Mój organizm zaczął się powoli przyzwyczajać.
- I udało mu się całkiem?
- Tak. Po dziesiątkach razy, stałem się prawie w ogóle na to obojętny. Jedynym, co odczuwałem były lekkie dreszcze elektryczne.
<Jade, jeżeli chcesz, to kontynuuj.>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Zostaw po sobie ślad!