Wpatrywałam się w nią jak wryta, ale najbardziej na skrzydła. Były piękne, potężne, ta wadera musiała być dumna z tego, że posiada dar noszenia ich. Po podjęciu decyzji, zapytałam…
- Czy mogę dotknąć? – powiedziałam cicho
Wadera lekko się zaśmiała
- No jasne- uśmiechnęła się
Wtedy wyprostowała je, a one zrobiły się jeszcze większe. Moje oczy świeciły się niczym gwiazdy na niebie, jeszcze nigdy nie byłam taka zadowolona. Podbiegłam do niej, ona przysiadła, położyłam łapę na jednym ze skrzydeł. Były osypanie piórami, miękkimi piórami. Nagle z nieba spadło jedno z takich piór. Domyśliłam się, że gdy Texsa dryfowała po niebie, to jedno z nich odpadło. Było długie i piękne, tak jak skrzydła. Byłam ciekawa czy wszystkie ze skrzydeł miały tak piękne pióra… tak wiem, powtarzam się, ale jedyne to może oddać uczucia jakie towarzyszyły mi teraz na sercu.
- Czy mogę je zatrzymać? – zapytałam zaciekawiona
< Texsa? I jak? C: >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Zostaw po sobie ślad!