Szłam sobie i nagle potknęłam się o kłodę. Po chwili jakiś samiec podał mi łapę.
- Dziękuje! - Powiedziałam.
- Nie ma za co. - Odpowiedział mi, uśmiechając się.
Spojrzałam mu w oczy. Były przepiękne...
- Gdzie idziesz? - spytałam, bo nie chciałam, żeby to spotkanie kończyło się tak szybko.
- Ja na Plażę Dnia i Nocy.
- O, mogę się przyłączyć? - Zapytałam.
- Jasne. Jestem Bursztyn, a ty? - Odparł. Bursztyn... Pasowało mu to imię.
- Ja jestem Lucy. - Uśmiechnęłam się.
- Nowa? - Zapytał.
- Tak, a ty?
- Urodziłem się tu. - Oznajmił.
- Dobrze - powiedziałam i poszliśmy na plażę.
***
Gdy byliśmy nad morzem porozmawialiśmy sobie, a potem zaczęłam zabawę w berka. Potem Bursztyn złapał jelenia. Zjedliśmy obiad, a następnie rozeszliśmy się.
Następnego dnia rano poszłam do jakini Bursztyna. Kiedy otworzył, powiedziałam mu:
- Cześć.
- O, witaj. Wejdź. - Odparł, lekko zaskoczony moją wizytą. Spełniłam jego prośbę i weszłam do jego jaskini. Była czysta i średniej wielkości.
- Musze ci coś powiedzieć. - Oznajmiłam.
- Co? - Zapytał. Zbliżyłam się do niego, wzięłam głęboki oddech i powiedziałam jednym tchem:
- Kocham cię.
Czekałam na reakcję wilka.
< Bursztyn?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Zostaw po sobie ślad!