Patrzyłam, śmiejąc się, za odbiegającą waderą. Tak, tęskniłam za takim widokiem. Bała się, uciekała przede mną... Brakowało mi tego, zdecydowanie. Odetchnęłam pełną piersią, rozkoszując się widokiem watahy. Mimo wszystko tęskniłam za miejscem, w którym czułam się dobrze. Tęskniłam za watahą, nie za poszczególnymi wilkami, ale za całą watahą jako społecznością. Może tylko doznałam zawodu, gdy odkryłam, że Valixy już nie ma. Ale to było do przewidzenia, nie zapomnę jej nigdy, do końca życia, jednak... jednak to było oczywiste, że kiedyś dojdzie do rozstania. Zawsze tak jest. Tak jest zaprogramowane życie i nasze wybory mogą tylko opóźnić niektóre zdarzenia, które i tak nadejdą...
Ruszyłam biegiem w kierunku Kanionu Zaplątania. Może nie było tam moich trofeów, ale jaskinia nadal tam stała. Niezamieszkana. Bez problemu dotarłam do niej, znałam ten teren na pamięć, wiedziałam jakich miejsc unikać, jakie są dobre do polowania, które są odpowiednie do ukrywania się. Nie zgubię się tu, a mogłam korzystać również z tego plusu, że często błądziły tu inne wilki, które nie mają pojęcia jak tutaj się poruszać. Moja jaskinia nie zmieniła się nawet w najmniejszym stopniu. Zapamiętałam ją dokładnie tak samo, pomijając brak dużej ilości trofeów. Położyłam się przy ścianie, oparłam pysk na wyciągniętych do przodu łapach i zamknęłam zadowolona oczy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Zostaw po sobie ślad!