Przez dłuższą chwilę przyglądałem się waderze przez krzaki. Najwidoczniej nie była świadoma, że jest obserwowana, ponieważ dalej powoli przechadzała się w blasku promieni słonecznych, nucąc cicho jakąś melodię i kręcąc radośnie całym smukłym ciałem.
-Podobno chciałeś jak najszybciej się z nią spotkać.- szepnęła stojąca koło mnie Texsa.
-Owszem, ale boję się jej reakcji na mój widok, w końcu nigdy mnie jeszcze nie widziała i nie wiem, czy w ogóle wie o moim istnieniu.
-W takim razie chodźmy się przekonać.- rzekła i wyszła z ukrycia, a ja nie mając innego wyjścia, ruszyłem za nią.
Moja siostra dopiero teraz nas zauważyła i rzuciła nam speszone spojrzenie spod półprzymkniętych powiek, po czym zapytała:
-Jak długo mnie obserwowaliście?
-Prze jakieś pięć minut.- wyjawiła ma towarzyszka.
-Czyli widzieliście moje nieudolne popisy...- westchnęła zażenowana.
-Owszem, ale według mnie to było piękne, a tak w ogóle masz bardzo podobny głos i kolor oczu do swojej matki.- stwierdziłem, uszczęśliwiony, że ją wreszcie odnalazłem i to w dodatku młodą, szczęśliwą oraz rozkwitającą pełnią sił.
-Skąd możesz o tym wiedzieć?- dociekała patrząc mi prosto w oczy.
Wziąłem głęboki wdech i wyjawiłem:
-Ponieważ jestem Twoim bratem, Rilem.
Wilczyca spojrzała na mnie jakbym właśnie oświadczył jej co najmniej,że syreny istnieją i wykrzyknęła:
-Przecież on zginął na wojnie, w której zresztą poległ także mój ojciec!
Po tych słowach poczułem na sobie ciężkie i zarazem pytające spojrzenie Texsy. Postanowiłem je jednak zignorować, więc zaindagowałem spokojnie:
-Skąd o tym wiesz, skoro opuściłaś hiszpańską Watahę Honorowej Śmierci w wieku zaledwie niecałego tygodnia?
Znów spojrzała na mnie zaskoczona i odparła niepewnie:
-Poseł przyniósł nam wiadomość o jego śmierci dwa dni po moich narodzinach.
Skinąłem głową na znak zrozumienia i powiedziałem:
-W takim razie musiał się pomylić.-przerwałem i zamknąłem oczy, próbując skupić się na wspomnieniach. Po chwili niebieskie wzory na mojej sierści ułożyły się w postacie naszych rodziców. Kiedy tylko to się stało, wskazałem na nie i zapytałem.- Co tam widzisz?
Callie przyjrzała się im z uwagą i odrzekła zaskoczona:
-Moją matkę i ojca...
-Przypatrz się dobrze, to zauważysz jeszcze kogoś obok nich.
-Ciebie!- wykrzyknęła.
-Owszem.- powiedziałem z uśmiechem.- Teraz mi wierzysz?
-Jasne!- to mówiąc rzuciła mi się na szyję, czym o mało nie zbiła mnie z łap. Na całe szczęście w ostatnim momencie zdążyłem je rozstawić i złapać równowagę.
<Texsa, Twoja kolej na przejęcie pałeczki.>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Zostaw po sobie ślad!