Miałem rodzinę - dzieci i moją ukochaną Ami. Kochałem ją ponad życie, lecz czułem, że niedługo coś się wydarzy, a tym czymś będzie moja decyzja.
Leżałem obok ukochanej. Znałem na pamięć jej zapach. Głos rozpoznałbym z odległości kilku metrów. Znałem ją całą. Nie była dla mnie zagadką. Chociaż miała swoje tajemnice.
Kiedy na nią patrzyłem, nie wiedziałem czy postępuje słusznie. Serce mówiło co innego, lecz honor... On nakazał mi iść i walczyć za watahę.Wiele rodzin spędzało ten czas razem, wiedząc, że to mogą być ich ostatnie wspólne święta. Bałem się o moje dzieci, siostry, a w szczególności o Ami. Już jedno dziecko mnie opuściło. Nie chciałem przerabiać tego drugi raz.
Myślałem nad tym, aż do rana. Słońce powoli otulało ziemię ciepłem, dając jej otuchę w te zimno.
- Peeta? - zapytała, widząc, że wstaję.
- Idę do Gustawa, kochana. Muszę coś załatwić. - rzekłem, składając na jej czole pocałunek.
- Gustawie. - zawołałem, będąc koło jaskini. Wilk wyłonił się z mroku.
- Witaj, Peeta. Co cię sprowadza o tak wczesnej porze? - zapytał. Wziąłem głęboki oddech.
- Chcę zostać wojownikiem. - powiedziałem.
- Jesteś pewien... Masz przecież Ami i dzieci... - oznajmił.
- Gustawie, robię to dla nich. - szepnąłem, czując gulę w gardle.
- Dobrze. W takim razie nie widzę przeszkód.
Od tej chwili znalazłem swoje powołanie. Chciałem walczyć. Nie robiłem tego dla siebie, lecz dla wilków, dla których mogę poświęcić wszystko.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Zostaw po sobie ślad!