Zwykły spacer, spokojny, wręcz cudowny.
Wiatr suną po gałęziach wprawiając w ruch osadzone na nich liście.
Promienie słoneczne obijały się o moje oczy wracając na swoje miejsce.
Latające wilki dryfowały po niebie.
Było idealnie… Właśnie tak jak to sobie wyobrażałem.
Teraz wystarczy jedynie poczekać na wieczór, wtedy będę miał okazję na wykazanie się. Znalazłem w pobliżu stare drzewo dębu. Podleciałem nieco wyżej aby usiąść na gałęziach drzew. Zaczerpnąłem Świerzego powietrza i ułożyłem wzdłuż gałęzi. Ostatni raz zerknąłem na otaczającą mnie przyrodę i zapadłem w sen.
***
- Tak szybko? – uniosłem głowę
Wokoło mnie panowała już ciemność, wygląda na to, że właśnie ukochany wieczór miną.
Nagle coś trzasnęło, lub wygięło, była to jednak oznaka, że cos się łamie. Dziwnym trafem akurat ta gałąź na której siedziałam. Zacząłem spadać, a po drodze zahaczałem o kolejne gałęzie. Upadłam nieco obity na ziemię. Byłem nieco zdenerwowany, miał być to w końcu dzień idealny. Przez przypadek wprawiłem w ruch ogień na plecach. Podpalił on parę liści, one kolejne, aż w końcu całe drzewo jarzyło się w płomieniach.
- No i pięknie – pachnąłem
Odwróciłem się i właśnie chciałem zrobił krok w stronę jaskini, gdy nagle spostrzegłem waderę. Najwyraźniej widziała całą tą historię. Płomienie ostygły. Musiałem jakoś z tego wybrnąć. Podbiegłem do niej i podałem jej łapę.
- Witaj, nazywam się Fethine – puściłem oczko
< Nieznajomo wadero? Czy zechcesz odpowiedzieć? c; >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Zostaw po sobie ślad!