Dyszałam. Biegłam tak szybko jak mogłam. Opłaciło się to... Stałam z nim oko w oko. Basior spuścił wzrok. Nie wyglądał na zadowolonego z mojej obecności.
- Selene, proszę idź. - szepnął. Zabolało mnie to. Nie rozumiałem tego - najpierw pocałunek, teraz chce odejść i mnie nie widzieć. O co mu chodziło? Musiałam się dowiedzieć.
- Hill.... Czemu? - zapytałam cicho.
- Po tym co zrobiłem? Ty chcesz mnie wciąż widzieć... - pokręcił głową z dezaprobatą. Odwrócił się. - Na jakiś czas opuszczam watahę... Nie chcę przeszkadzać tobie, ani... ukochanemu.
Jakiemu ukochanemu? Co ten Hill plótł za głupoty. Olśniło mnie. On nie wiedział, że go kocham, a ja nie wiedziałam co czuję do mnie. Oboje nie mieliśmy pojęcia, jakie uczucia do siebie żywimy.
- Moim ukochanym... - zaczęłam. Hill uciszył mnie gestem łapy. W jego oczach, odzwierciedlał się mój ból.
- Nie mów mi kto to. Nie wiem, co czego jestem zdolny, więc proszę... - nie dokończył, gdyż uciszyłam go pocałunkiem. Zamknęłam oczy. Ta chwila mogła trwać wiecznie. Kiedy się odsunęłam, a Hill puścił mnie niechętnie, w jego oczach dostrzegłam błysk zdziwienia.
- Ty idioto, ja kocham ciebie... - powiedziałam bardzo cicho. Cieszyłam się w duchu, że w końcu to powiedziałam. Męczyłam się z tym przez taki szmat czasu, a to jedno słowo można wypowiedzieć bardzo szybko...
< Hill? >
Słodkie XD
OdpowiedzUsuń