Raz.
Dwa.
Trzy.
Tyle razy mrugnąłem, żeby przyzwyczaić się do światła.
Nagle coś dało mi cień. Przymrużyłem oczy, aby się lepiej temu przyjrzeć.
Promienie słońca oświetliły czarną waderę. Brązowe oczy wpatrywały się we nie uparcie. Wyglądała jak anioł. Jeszcze te piękne pióra w okolicy karku i szyi.
- Czy ja jestem w niebie? - zapytałem. Wadera schyliła łeb i przyjrzała mi się uważniej.
- Dobrze się czujesz? - zapytał podejrzliwie. Na jej pysku malowało się wielkie zdziwienie. Oprzytomniałem, rozejrzałem się dookoła. Nie, tak nie wyglądało niebo. Znajdowałem się na polanie. Podskoczyłem do góry i otrzepałem się z trawy.
- Nie... um... tak... To znaczy wszystko jest ok. - odpowiedziałem żywiołowo. Młoda wilczyca patrzyła na mnie z ukosa. - Naprawdę. - powiedziałem, aby ją zapewnić. Westchnęła głęboko.
- Dobrze, niech ci będzie. - mruknęła. Uśmiechnąłem się szeroko, a moje białe zęby, ustawione równe, znalazły się na zewnątrz.
- Jestem, Cody. - przedstawiłem się. Zerknąłem na waderę. Liczyłem na jej odpowiedź.
< Nadzieja? Popiszemy? ;D >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Zostaw po sobie ślad!