Zastanowiłam się. Maddy ewidentnie dobrze gadała, ale mama z pewnością nas nie puści, bo się będzie bała, że jeszcze nam się coś stanie. No cóż, trzeba było coś wymyślić.
- No nie wiem. - Powiedziałam wciąż będąc w zadumie.
- Ja tym bardziej. - Odrzekła siostra.
- Wiesz? Po prostu pójdę i jej powiem.
- O wyglądzie też?
- Nie, no coś ty! - Krzyknęłam i podbiegłyśmy wspólnie do naszej mamy, białej wadery o imieniu Ginewra.
- Mamo! - Krzyknęła Madd, a ja się dołączyłam. Ginewra podniosła łeb.
- Coś się stało? - Zapytała odwracając głowę w naszą stronę.
- Nie. - Odpowiedziała cicho Maddy.
- Tylko - Urwałam na chwilę, przyglądając się siostrze. - Maddy chciała mi pokazać taki mały strumień, który odkryła.
- I? - Zapytała przeciągle mama.
- Chciałybyśmy się tam wybrać, ale musimy otrzymać Twoją zgodę.
- No nie wiem. - Powiedziała.
- Prosimy. - Odparłyśmy i spojrzałyśmy na nią z nadzieją.
- Ech - Westchnęła. - No... No nich wam będzie.
- Dziękujemy! - Krzyknęłyśmy i swoim szczenięcym tempem pobiegłyśmy do Wartkiego Potoku.
- Obyśmy nie spotkały Bloody Wolf. - Szepnęła Maddy kuląc uszy.
- Wątpię. - Odparłam.
- Na pewno?
- Jasne... - Rzekłam, ale kiedy ujrzałam cień... - że nie.
- Ups. - Szepnęła cicho siostra, oddalając się powoli.
- Zostań. Damy radę!
Zwierzę za krzakami zawarczało i przeskoczyło jedną z roślin. Zgodnie z naszymi przypuszczeniami, była to Bloody Wolf.
- Co tu robicie? - Spytała strasznym głosem.
- Stoimy i patrzymy na ciebie. - Odpowiedziałam śmiało.
- Takie słodkie szczeniaczki... Nienawidzę takich!
- Ja nie lubię wilków, które tak straszą. - Ciągnęłam.
- I co z tego? Nie zabronisz mi!
- Może i nie. - Westchnęłam.
- Zapomniałaś języka w gębie? - Spytała, po czym zwróciła się do Maddy. - A ty? Co taka cicha?
- Hmm? - Zapytała kuląc się lekko.
- Pytam, czemu nic nie gadasz?!
- Bo...
- Znudziło mi się z tobą gadanie. Bój się, bój, bo - Wyciągnęła pazury i zbliżyła do niej, a ja zamarłam w bezruchu. Wtedy zupełnie nagle jakiś wilk wyłonił się z mgły.
- Co robisz? - Spytał spokojnie, siadając i odsuwając Maddy łapą. To był tata. Jak dobrze, że na niego zawsze możemy liczyć!
- Tata! - Krzyknęłyśmy.
- Zadałem pytanie. - Powtórzył do Bloody Wolf. Jego wzrok wydawał się dziwny... Zimny i surowy, jej to jednak nie ruszało. Zaobserwowałam, że tu istnieje jakaś bariera. Gustaw nie boi się Bloody Wolf, a ona nie boi się jego. Kiedy są blisko, wyglądają, jakby mieli się wzajemnie pozabijać. Powinna mieć dla niego przynajmniej szacunek, ale cóż...
- A mi nie chce się na nie odpowiadać. - Rzekła.
- Właśnie widzę. - Odparł. - Mogę cię o coś prosić?
- Nie za bardzo.
- Mimo to spróbuję. Ograniczyłabyś się do straszenia dorosłych wilków?
- Nie wiem. - Odpowiedziała sucho. - Zastanowię się.
- Dobrze, przynajmniej tyle. - Westchnął.
Szarpnęłam delikatnie sierść ojca, kiedy wadera wycofała się w cień.
- Co się dzieje, Milly? - Jego wzrok był już o wiele milszy. Maddy wciąż była kurczowo wtulona w jego futro.
- Nie powiesz mamie? - Zapytałam.
- Zależy o co chodzi.
- Miałam sen. Wiem jaki będzie mój wygląd, kiedy dorosnę i nie podoba mi się. Maddy poradziła, żebym napiła się wody z tego strumienia, a potem, kiedy będzie padać, pójdziemy nad Gejzery Szczęścia. Pomyślę życzenie i zmienię wygląd, kiedy dorosnę.
< Gustaw? Maddy? Kto dokończy? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Zostaw po sobie ślad!