To było niesamowite, po prostu inna wataha, ale wciąż ci sami członkowie. Bloody Wolf się zmieniła [pod względem zewnętrznym], o Valixy już ani nie wspominam. Dołączyła masa wilków, różnych, nietypowych, niezwykłych, innych. Musiałam się do tego wszystkiego na nowo przyzwyczajać. Nawet nie wiedziałam, gdzie jestem i czy nie przekroczyłam już granic watahy.
Ojciec powiedział, abym znalazła jakiegoś wilka i poprosiła o oprowadzenie. Ponieważ wataha była ogromna, niełatwo mi było się tu ponownie odnaleźć, szczególnie, że słyszałam o marnym końcu Imaniki.
Poczułam zapach jakiegoś wilka i - z nosem przy ziemi - zaczęłam go tropić. To doprowadziło mnie do wadery o spokojnych kolorach, w różnych odcieniach brązu i bieli. Stała na jakiejś łące i patrzyła na ptaki, które już powoli wychodziły z kryjówek, mimo panującej zimy.
- Cześć. - Powiedziałam i podeszłam do niej.
- O, hej. - Odparła. Miała ładny, spokojny głos.
- Jestem Cassidy.
- Wiem, jesteś młodą alfą.
- Dokładnie. Tylko wiesz... dużo się tu zmieniło i ja nawet nie wiem gdzie jestem.
- Na słonecznej polanie.
- O, a mogłabyś mnie oprowadzić? - Zapytałam.
< Amber, mogłabyś dokończyć? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Zostaw po sobie ślad!