Zachowywałem się jak kompletny tchórz i szczerze mówiąc, nie byłem z siebie dumny. No cóż. Słysząc słowa Alestrii, postanowiłem zmienić położenie, w taki sposób aby nie umiała mnie znaleźć.
- Cieszę się. - Powiedziałem. - Nie szukaj mnie, zostań gdzie jesteś.
Zacząłem powoli podchodzić, ale jeszcze mnie nie widziała.
- Zamknij oczy. - Rzekłem, a ta spełniła moje polecenie. - Nie otwieraj ich, póki ci nie powiem.
Wyszedłem z ciemności i byłem już całkiem blisko niej.
- Otwórz. - Poprosiłem, a wadera spojrzała na mnie swymi pięknymi oczami, pełnymi blasku. - Będę czekał pod twoją jaskinią. O której godzinie będzie ci pasowało?
- Może około siedemnastej? Powinnam się wyrobić.
- Zgoda. - Powiedziałem.
- Do jutra. - Odrzekła i zaczęła się cofać. Wykonałem zwrot i ruszyłem do swojej jaskini. Kiedy już zniknęła w ciemnościach, obróciłem się.
- Kocham cię. - Szepnąłem niemal niesłyszalnie. Nie miała jak tego usłyszeć. Powoli wszedłem w mrok i wróciłem do jaskini. Zapadła noc.
< Alestria, co było potem? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Zostaw po sobie ślad!