Płakałam cicho na posłaniu. Nagle coś jakby piorun we mnie uderzyło. Wycie... Z odległości kilku metrów... Ten zapach, ten głos... Evan?
Wstała ciężko i szybko wyszłam z jaskini.
- Evan! - Zawołałam, rzucając mu się na szyję. Złapał mnie w swoje objęcia i pocałował czule.
- Wróciłeś... - Wyszeptałam po chwili.
- Nie mogłem cię zostawić.
- Tak się cieszę! - Szepnęłam. Pocałowałam go lekko i przelotnie.
Wpatrywaliśmy się w siebie przez kilka chwil. Po chwili uśmiech zniknął z jego twarzy, a wstąpił na nią żal wraz z przygnębieniem i smutkiem.
- Co się stało? - Zapytałam.
- Znalazłem Cony... - Odparł.
- I co z nią? Jak tam u niej?
- Nie za dobrze.
- To znaczy? - Zapytałam przejęta.
Spojrzał mi w oczy. To wystarczyło. Już wiedziałam, co się stało. Zrobiło mi się słabo. Przytuliłam się do niego mocno, żeby nie upaść. Zaczęłam płakać. Jego futro na karku stawało się mokre od moich łez.
< Evan? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Zostaw po sobie ślad!