poniedziałek, 10 listopada 2014

Od Evan'a - Znowu tu jestem

Proszę o wolne czytanie i wyobrażenie sobie całego zdarzenia.
Podkład muzyczny ( proszę włączyć przed przeczytaniem tekstu ):
Szare niebo i unoszące się na nim wrony, wyglądały złowieszczo. Dziwiłem się mojej córce, jak mogła tędy przechodzić. Czułem jej zapach. Z sekundy na sekundę coraz bardziej wywietrzał. Musiałem się śpieszyć. Wiedziałem, że nie pozostało mi dużo czasu. Cony mogła teraz.... Nie! Nie chciałem dopuścić do siebie tej myśli.
Zaczął padać deszcz. Zdesperowany pobiegłem dalej. To była tylko kwestia czasu. Jej ślady zanikały. Tak samo jak obraz Kim, kiedy się z nią żegnałem. Z oczu zaczęły mi lecieć łzy, które gubiłem za sobą, rzucając je w te błoto.
Nagle osunąłem się. Próbowałem złapać się łapami podłoża, lecz ono było za śliskie. Opadłem w dół. Leżałem w nim. Moje ciało ogarnął ból, musiałem sobie coś połamać. Śmierć. Czułem ją. Przymknąłem powieki, do których ponownie wdarł się obraz Kim. Słyszałem jej śmiech. Czułem pocałunek. Uchyliłem powieki. Zacząłem powoli wstawać. To jednak nie mnie ogarniała śmierć.
Słabo spojrzałem w bok. Leżało tam ciało. Należało do innego wilka. Coś wisiało na szyi wilka. Błysnęło w blasku pioruna. Rozpoznałem ten naszyjnik.
- Nie. - szepnąłem. Wstałem mimo bólu łap. Poczłapałem w stronę ciała. Nie miałem żadnych wątpliwości... Przede mną leżała moja córka. Z oczu zaczęły kapać mi nowe porcje łez.
- Cony! Mój boże! Nie! - zacząłem szlochać. Przycisnąłem jej martwe ciało do siebie. Widziałem te oczy, pozbawione życia i blasku. Pamiętałem jej obraz. Bawiła się ze mną jako szczeniak. Łzy mieszały się wraz z deszczem. Tworzyły jedność. Wielką bolącą.
***
Ruszyłem przed siebie. Chciałem zobaczyć Kim. Bez niej byłem rozbity. Pozbawiony ochoty do życia. Jak musiała się czuć, kiedy opuściłem watahę. Byłem zwykłym tchórzem, pozbawionym serca. Ale... Wyruszyłem też po to, aby odnaleźć Cony, tylko nie mówiłem o tym Kim.
Wzgórze odsłoniło tereny watahy. Dobrze wiedziałem, gdzie teraz mam iść. Kiedy minąłem wzgórze. Przyśpieszyłem kroku, potem zacząłem pędzić. Mój oddech stawał się cięższy i szybszy. Musiałem ją zobaczyć.
Jaskinia była coraz bliżej.
Zobaczyłem mój dom.
Zatrzymałem się.
Uniosłem pysk do góry.
Zawyłem.

< Kim? ;* >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zostaw po sobie ślad!