poniedziałek, 10 lutego 2014

Od Ziry - Największy z wrogów (Quest #13)

Napięłam wszystkie mięśnie, nie spuszczając z wzroku ogromnego jelenia. Na moje szczęście wiatr wiał w moją stronę, przynosząc równocześnie apetyczny zapach mojej potencjalnej ofiary. Miałam taką wielką ochotę poczuć krew, której nie czułam od zakończenia wojny, a tak mi jej brakowało. Gdy jeleń zbliżył się do mnie na odpowiednią odległość skoczyłam. W tej samej chwili wyostrzyły mi się wszystkie zmysły, kły i pazury wydłużyły się, a głód pchał do przodu. Opadłam ciężko prosto na grzbiet zwierzęcia, zwalając go z nóg. Już miałam zatopić kły w mięsie, poczuć krew w ustach, gdy coś koło mojego pysk świsnęło. Jednak ja, trzymając dalej ofiarę w szponach przegryzłam mu tętnice i wstałam. Rozglądnęłam się. Stado saren już dawno uciekło, nie zarejestrowałam tego, skupiona na głodzie. Jednak wydawało mi się, że ktoś, lub coś oprócz mnie też tu jest. I wtedy właśnie huk rozdarł powietrze. Przeraźliwie głośny i irytujący huk, a zza drzew wyszedł... człowiek, uzbrojony w strzelbę, miał na sobie ciemne brązowo - zielone spodnie, kamizelkę w tym samym kolorze, pod nią czarną koszulkę z czaszkami. Miał duże bicepsy, wysoki brunet. Wyglądał dość groźnie, w szczególności, że piorunował wzrokiem wszystko co się dało. Gdyby wzrok mógł zabijać, dawno bym padła martwa. Wpatrywałam się w niego z nienawiścią. On za to, w odpowiedzi powoli, prawie w ślimaczym tempie podniósł strzelbę do twarzy. Wiedząc, co się święci, szybko umknęłam, za drzewa. Zmrużył oczy i, nie opuszczając broni, ruszył za mną. Śmiałam się w duchu z niego. Ludzie są tac głupi. Zawróciłam i, skrywszy się za krzakami, zaczekałam na niego. Jednak ten człowiek był widocznie wyjątkiem, nie był wcale głupi. Zamiast mnie minąć skierował swoje kroki prosto na mnie. Zdziwiona nieco, umknęłam przed strzałem, który posłał we mnie. Wyszczerzyłam kły. Teraz nie było żartów. We mnie się nie celuje, jeżeli chce sie wyjść z tego spotkania z życiem. Ten, widząc moje kły, odchylił głowę do tyłu i... zaśmiał się, głośno i grubo. Jednak ten ułamek sekundy tej słabości był jego największym błędem. W ułamku sekundy znalazłam się nad nim. Upadł. Strzelba teraz leżała pod najbliższą jodłą, wypadła mężczyźnie z rąk. Stałam nad nim. Przedni łapy miałam na jego piersi, tylne między nogami, a pysk niebezpiecznie blisko twarzy. Oddychał szybko, a zapach, który wydobywał się z jego ust śmierdział stęchlizną. Uśmiechałam się w duchu. Nie zastanowiwszy się nawet przez chwilę, ugryzłam go w szyję, przegryzając tętnice. Miał za swoje. Upewniwszy się, że myśliwy nie żyje, zadowolona z siebie, odbiegłam, ale najpierw wzięłam strzelbę. Będzie zdobić ścianę mojej jaskini, jako trofeum.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zostaw po sobie ślad!