W watasze było fajnie, ale nie było jakoś tak jak powinno. Wiem co mi nie pasowało. Mój wygląd. Od początku swego życia, wiedziałam jak będę wyglądać jako dorosła, jednak niekoniecznie musiałam to wiedzieć. Nie podobało mi się bycie taką słodziutką waderą, wyglądającą jak wieczny szczeniak. Nie. Tak nie mogło być. Musiałam coś zrobić, aby nie doszło do tego. Ale jak? Co tu robić? Wiem! Zapytam się mojej siostry. Była ode mnie niewiele starsza, ale o wiele.. mm... inteligentniejsza? Tak, uważam, że to odpowiednie słowo. Kiedy byłyśmy z matką na łące w otoczeniu nauczycieli i szczeniąt, zagadałam do niej.
- Hej. - Powiedziałam.
- Cześć. - Odparła.
- Madd, mogę się ciebie coś zapytać?
- Zawsze możesz. Wal śmiało.
- Wiesz... nie podoba mi się mój wygląd, kiedy będę dorosła.
- Czemu?
- Jest taki... Za słodki.
- Mi się podoba.
- Sęk w tym, że nie wiem jak sprawić, aby do tego nie doszło.
- Do czego? - Spytała, miała prawo. Mówiłam dość niejasno.
- Do tego, że stanę się... taka. Mogę wtedy na pewno liczyć na nietolerancję ze strony Ziry, a ja tego nie chcę! Chcę wyglądać tak, jak mi się to podoba! Chcę być biała i nie mieć skrzydeł, mieć normalny wygląd, a nie przepełniony słodyczą! Może ty wiesz jak mogę sprawić, by zmienić ten mój wygląd.
- Może będę umiała zaradzić. - Powiedziała.
- Serio? - Spytałam. - Jak?
< Maddy, jestem ciekawa, jak? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Zostaw po sobie ślad!