piątek, 14 lutego 2014

Od Jez - Uciekaj!

Szłam przez tereny watahy. Myślałam o minionej wojnie. Kolejnej wojnie, w której brałam udział. Nagle usłyszałam trzask gałązki. Nie myśląc rzuciłam się w tamtą stronę, i powaliłam zwierze, które ją złamało. Była to mała sarenka. Zupełnie młoda. Przyjżałam się jej. Szybko mrugała oczami, młóciła nogami, słyszałam jej przyspieszone bicie serca. Po chwili ją puściłam. Gdy zaczeła uciekać, pobiegłam za nią. Dobiegła do swojego stada, więc korzystając z okazji wskoczyłam na największą sarnę ze stada. Wgryzłam się jej w tętnice, i wtedy przypomniało mi się, jak zabijałam w ten sposób inne wilki. Wgryzłam się mocniej, skrócając jej cierpienia. Gdy się posiliłam zaczełam powoli odchodzić. Wędrowałam terenami watahy. Chodziłam tak długo, że nawet nie zauważyłam że się zgubiłam, i wędruję po ulicy. Oprzytomniałam dopiero wtedy, gdy zobaczyłam światła samochodu skierowane na mnie. Szybko uskoczyłam w bok. Rozejrzałam się, by zorientować się gdzie jestem. Usiadłam by w spokoju pomyśleć o sytuacji, w jakiej się znajduję. Nie było mi to dane. Nagle kula przeleciała mi koło ucha. Szybko wstałam i zaczełam uciekać. Nie zatrzymałam się, gdy kolejna kula przebiła mi ogon. Zmróżyłam tylko oczy i pobiegłam dalej. Nawet wbiegnięcie między drzewa nie ostudziło chęci zabicia mnie ,moim prześladowcą. Przyspieszyłam. *I jak teraz wrócisz do watahy, Jez* - spytałam sama siebie w myślach.
* O nie..* - to było jedyne, co przyszło mi do głowy gdy wybiegłam na otwartą przestrzeń. Zaczełam biec slalomem, robiąc raz większe, raz mniejsze zakręty, i gwałtowne zwroty. Już miałam odetchnąć widząc drzewa i przyspieszając jeszcze bardziej, gdy kula przebiła mi prawą, tylną łapę. Zaklnełam. Przez to musiałam zwolnić ! Na szczęście już byłam między drzewami, co utrudniło strzelanie do mnie. Przeskakiwałam przez złamane drzewo, gdy wpadłam na Rusty'ego.
- Co ty .. ! - zaczął, lecz mu przerwałam.
- Uciekaj ! - krzyknełam ciągnąc łapę. - Szlag.. - powiedziałam wywracając się przez tą felerną łapę.Wstałam i znowu zaczełam biec, znacznie wolniej. Obróciłam się uświadamiając sobie, że Rusty nie ruszył się z miejsca.
- Rusty ! Dalej ! To nie są żarty ! Uciekaj ! - zawołałam do basiora.

<Rusty ? >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zostaw po sobie ślad!