Już od dawna o tym wiedziałem - o wtargnięciu Imaniki i o postępku Bloody Wolf. Co do jej nowego imienia, chyba nigdy się nie przyzwyczaję. Upominam wilki, które wciąż mówią ''Zira'', w obawie, że znowu będzie się bulwersować. Nie chcę w watasze awantur, ponieważ wtedy sam musiałbym interweniować, a nie chcę ujawniać swojej ciemnej strony. Jeszcze nie czas. Zaintrygowało mnie jednak co innego.
- Skąd znasz Imanikę? - Zapytałem, właściwie znając już odpowiedź.
- Bo Zira... - Odpowiedział, ale nie skończył.
- John! - Upomniałem. - Nie żadna Zira, tylko Bloody Wolf. Pamiętaj o tym, nie chcę, żeby coś ci się stało.
- Boisz się jej?
- Nie. - Odpowiedziałem spokojnie kręcąc głową. - Walczyłem już z silniejszymi wilkami, mało rzeczy jest w stanie mnie wystraszyć. Tak czy siak, nie udzieliłeś mi pełnej odpowiedzi na pytanie.
- Bo Bloody Wolf zwracała się do niej po imieniu. - Powiedział, kładąc nacisk na drugie i trzecie słowo.
- Aha. - Odparłem. - Nic z tym zrobić nie mogę.
- Dlaczego?
- Masz rację. Jeśli wilk jest wygnany przeze mnie, nie widzę problemu, by go zabić. Jednak jeśli wilk odejdzie z własnej woli, może jeden raz odwiedzić tereny watahy. Staram się jednak nie wtrącać w sprawy prywatne członków, więc uważam, że to była decyzja Bloody Wolf.
- A czemu Imanika przybyła na tereny watahy?
- Aby Bloody Wolf przekazała Far'owi, żeby się na nią nie gniewał. Prawdopodobnie.
- Jak on już dawno jej wybaczył!
- Tak, zatem niewiedza przyniosła jej zgubę. - Powiedziałem. - Co się stało, już się niestety nie odstanie.
- A Eliksir Szamanów? - Spytał.
- O nie. On działa tylko na aktualnych członków watahy, a Imanika nim nie była.
< John? Brak weny. >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Zostaw po sobie ślad!