Była słodka, kiedy spała. Ostrożnie zdjąłem szalik. Rozłożyłem go i okryłem nim Claire. Patrzyłem na nią z uśmiechem i delikatnie głaskałem po głowie. W mojej podświadomości panował niepokój. Byłem skołowany, niepewny. Oparłem głowę o swój bark. Rozmyślałem. Zasnąłem na siedząco. Obudziłem się o świcie. Claire chyba miała jakiś sen, gdyż czasem ruszała łapami i coś mamrotała. Wziąłem swój szalik i oplotłem go wokół swej szyi. Przysunąłem się do Claire i szepnąłem jej do ucha:
- Dzień dobry.
Mój oddech połaskotał ją w ucho. Zatrzęsła głową.
- Hej. - Uśmiechnęła się. - Nie powinieneś być na zajęciach?
- Nie. Wolę ten dzień spędzić z tobą. Niech będzie tak, jak kiedyś. - Odparłem, a kąciki moich ust uniosły się lekko.
***
- Diesel, gdzie my właściwie idziemy? - Zapytała Claire, zrównując tempo z moim.
- Zobaczysz. - Odpowiedziałem. Po kilku minutach zatrzymałem się.
- Ale... Tu nic nie ma. - Zaśmiała się. - Po co mnie tu ściągnąłeś?
- Zaraz się przekonasz, tylko poczekaj tu sekundkę.
Byliśmy u podnóża Dymiących Gór, lecz cały górski krajobraz został przysłonięty przez wyrośnięte dęby, smukłe sosny i wysokie świerki. Wbiegłem między drzewa i znalazłem się w górach. Tam już spadło nieco śniegu. ''Pożyczyłem'' trochę i wybiegłem z powrotem do wilczycy. Rzuciłem w nią śnieżką i zacząłem uciekać. Ta goniła mnie. Wreszcie po długim i męczącym biegu, padliśmy na trawę, śmiejąc się.
< Claire? Wybacz, że tak długo to trwało... >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Zostaw po sobie ślad!