Stałam zszokowana sztywno i patrzyłam bezmyślnie przed siebie. Nie wiedziałam, czego chciał, byłam wstrząśnięta. Obok mnie stanęła Nicol.
-Sonea?- zapytała. Otrząsnęłam się, jak ze snu.
-Tak?- odpowiedziałam słabo.
- Musimy walczyć.- wiedziałam, że te słowa z trudem przechodzą jej przez gardło.
-Ja-jasne.- zająknęłam się. Musiałam walczyć. To było jedyne, co teraz pożytecznego mogłam zrobić. Wróciłam więc do rzeczywistości i zaczęłam znowu walczyć. Kątem oka dostrzegłam znajomą sylwetkę. Signal, pomyślałam. Kiedy tylko rozprawiłam się z moim przeciwnikiem odwróciłam się do niego. Chciał coś powiedzieć, ale uprzedziłam go uderzeniem w pysk.
-O co ci chodzi!?- krzyknął zirytowany.
-Gdzieś był, jak Apocalypse niemal zabił pół watahy!?- wybuchłam. Byłam na niego wściekła, jak nigdy w życiu. Czekałam, jak powie coś na swoje wytłumaczenie. On jednak nic nie powiedział.
-Mów! Gdzieś ty był!?- wrzasnęłam. On znów mnie zignorował. Myślałam, że dam sobie spokój, kiedy wyszeptał:
-Ojciec...- chciałam go zapytać czyi ojciec, jego? Może przyjaciela? Odwróciłam się, ale go już nie było. To stawało się coraz bardziej dziwne.
< Jeśli ktoś chce- niech dokończy>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Zostaw po sobie ślad!