Oczywiście, nie pomyślałam ani przez chwilę, że ta obca wilczyca okaże się kimś zupełnie mi znanym, z kim jeszcze przed chwilą rozmawiałam.
Rzecz jasna, Gustaw wszystko jak zwykle widział, mimo że był zajęty walką. Wysłał mi telepatycznie wiadomość.
- ''To Valixy.'' - Powiedział
- ''Nie... Ona wygląda inaczej...'' - Odpowiedziałam telepatycznie.
- ''Zaufaj mi. Przeszła przemianę.'' - Odparł.
- ''Nie wierzę''
- ''Nie musisz. Tylko jej nie atakuj'' - Po chwili ciszy znów dostałam telepatyczną wiadomość. - ''Zajrzyj jej w oczy, to ją poznasz''.
Postanowiłam wykonać to, co Gustaw mi zlecił i faktycznie w tych czerwonych oczach coś było. Tamta Valixy...
- Valixy! - Krzyknęłam. - Przepraszam za wszystko.
Czułam, że łeb boli mnie coraz bardziej.
- Nic nie szkodzi. - Odpowiedziała.
Dostałam potężny cios od tamtego basiora. Przez chwilę myślałam, że to Apocalypse, ale to nie on, bo ten, który nas zaatakował był o wiele mniejszy od niego.
Bałam się, że mam krwotok wewnętrzny, albo coś gorszego.
Wszystko bolało mnie jak cholera.
Świat powoli ciemniał, a ja usłyszałam jedną z piosenek, które kochałam.
Nikt prócz mnie jej nie słyszał, bo TSA grało po prostu w mojej podświadomości.
Poczułam nieopanowany ból i padłam na ziemię.
< Valixy? Brak weny... >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Zostaw po sobie ślad!