Odeszłam od jaskini dla szczeniąt, myśląc o Farze. Strasznie się bałam, że coś mu się stanie.
*Hej, Merkury ! To przecież Far ! Mu nic się nie stanie * myślałam uśmiechając się mimowolnie. Przemierzałam tereny watahy rozglądając się za rannymi. Nikogo nie znalazłam, panowała głucha cisza. To było wręcz nienaturalne. Nagle zobaczyłam w oddali Jez walczącą z dwoma basiorami. Zabiła ich i pobiegła dalej tak szybko, że nawet nie zdążyłam coś do niej zawołać. Nagle usłyszałam trzask gałązki.. Obejrzałam się i ruszyłam biegiem. Goniło mnie pięciu potężnych basiorów ! Brałam zakręty, przeskoczyłam strumień i kłody przewróconych drzew.. Nagle wybiegłam na otwarty teren. Na teren wojny. Poczułam zęby zaciskające się na mojej tylnej łapię. Zawyłam z bólu i prubowałam się wyrwać, na nic. Po chwili dołączyła do nas reszta basiorów. Przerażona zawyłam mieszaniną przerażenia, bólu i rozpaczy. Nagle ktoś rzucił się na basiora trzymającego mi nogę. Po chwili wszyscy umierali w spazmach. Spojrzałam na swojego wybawcę. < Dokończy ktoś ? > |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Zostaw po sobie ślad!