Kiedy zatapiałem zęby w szyi ostatniego z wilków, znajdujących się w pobliżu mojej jaskini, ujrzałem - lepszego miana dla owego czegoś wymyślić nie mogę - wilka. Potem następnego, kolejnego i jeszcze jednego.
Rozpoznałem ich.
- Wataha Sztyletu Zgłady? - Szepnąłem do siebie. Po kilku minutach ujrzałem też Megan, wraz ze skrzydlatymi wilkami z tamtejszej watahy. Moje myśli kłębiły się w moim łbie coraz bardziej, wreszcie wywnioskowałem, że nie są po stronie watahy Apokalipsy.
- Przybyliśmy na pomoc. - Powiedziała Megan, kiedy znalazła się blisko. Ponownie wpadłem w zadumę.
- *Przecież sami świetnie sobie radzimy, ale z drugiej strony...* - Pomyślałem.
- Przyjmujemy pomoc.
- Co mamy robić?
- Musicie mi pomóc zebrać wszystkich wrogów z naszych terenów i zagonić ich na pole walki. Potem, możecie trochę powalczyć, jeśli macie ochotę. Dobrze sobie radzimy z rozbrajaniem przeciwników, więc potem możecie wrócić na swoje ziemie. - Powiedziałem.
Megan i reszta stada wbiegli w tereny, a ja uważnie ich obserwowałem, bo wciąż byłem pełen wątpliwości.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Zostaw po sobie ślad!