poniedziałek, 20 stycznia 2014

Od Gustawa - Fatyga obrońcy

   Tak jak myślałem, obrońcy alf próbowali odciągnąć mnie od pola bitwy. Skoro jeden alfa łamie prawo, co ma do stracenia drugi? Miałem dość tego, że nie mogę walczyć, ponieważ mój honor na tym cierpiał.
   Nie myliłem się - minęło kilka minut mojej walki na froncie, kiedy pojawił się Cheveyo. Był wściekły.
 - Co ty wyprawiasz? - Spytał nie wiedząc co się dzieje.
 - Spójrz. - Łapą wskazałem na alfę wrogiej watahy - Jeżeli on walczy z naszymi, co ja mam do stracenia? 
 - Dużo ryzykujesz.
 - Pozwól staremu wilkowi na chwilę adrenaliny, Cheveyo.
 - Ale...
 - Żadnych ale. - Zacząłem. - Masz problemy z łapą, zatem walcz z mniej doświadczonymi, kiedy będziesz mieć dość, opuść pole bitwy i udaj się do Karen'a. On pokieruje cię do Ginewry. I nie zwracaj na mnie uwagi, swoje już przeżyłem i walczyć potrafię.
   Po tych słowach wbiegłem w chmurę kurzu i wpadłem w trans. Spragniony metalicznego smaku krwi, atakowałem wszystko co się ruszało i nie pochodziło z mojej watahy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zostaw po sobie ślad!