Kiedy zobaczyłem obcą wilczycę, postanowiłem bronić swego terenu i ostrzegawczo wyszczerzyłem kły. Jednakże kiedy ta zerwała się i pognała w głąb terenów, wyruszyłem za nią biegiem, aby ją przepędzić.
- *I tu cię mam* - pomyślałem i zagoniłem ją w ślepą uliczkę. Przywarła do ściany, a ja zbliżyłem się. Błyszczały moje oczy i kły, a wadera ie ukrywała swego przerażenia.
- Czego tu chcesz? - Spytałem z grozą w głosie.
- A to twój teren? - Zapytała ze skruchą i zaskoczeniem samica.
- Mój i mojej watahy.
- Wygnali mnie z mojej. - Tłumaczyła się. - Musiałam uciekać przed wszystkimi basiorami, gonili mnie... Nawet nie wiedziałam, kiedy się tu znalazłam.
Nagle syknęła z bólu.
- Boli cię coś? - Spytałem.
- Głowa.
- Zaprowadzę cię do mojej żony, ona ci pomoże.
- Dziękuję. - Powiedziała wadera i poszliśmy wolnym krokiem w stronę jaskini mojej i Ginewry.
- Za co cię wygnali? - Zapytałem.
- Uważali, że zabiłam alfy. - Zamarłem. - Ale to nie ja!
Wówczas przypomniała mi się historia Zero Blackfire i postanowiłem jej uwierzyć.
- Wierzę ci. - Rzekłem i sprawdziłem wzrokiem jak zareagowała wadera. Jeśli uśmiechnęłaby się pod nosem, byłaby szczęśliwa, że mnie okłamała. Lecz ona odetchnęła z ulgą.
Byliśmy już pod jaskinią Ginewry.
< Amber, dokończ proszę. >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Zostaw po sobie ślad!