Chciało mi się płakać, kiedy ujrzałem co wrogowie zrobili mojej ukochanej. Bałem się, że nie będzie już umiała stawać na tej łapie, była bardzo mocno uszkodzona. Bez zastanowienia wziąłem ją na swój grzbiet i poszedłem wolnym krokiem w stronę jaskini Ginewry.
Nagle usłyszałem słowa, dzięki którym na nowo zachciało mi się żyć, po śmierci rodziców i stracie Imaniki. Ona, Merkury powiedziała, że mnie kocha! Moje serce zmiękło... Poczułem, że zemdlała, bo jej głowa oparta była o mój kark. Westchnąłem i mimowolnie wyszeptałem:
- Ja Ciebie też, Merkury...
Po chwili dotarłem z ranną do jaskini naszej alfy.
- Na Wielkie Niebiosa! - Krzyknęła widząc łapę Merkury.
- Pomóż jej. - Odpowiedziałem. - Mi nic nie jest.
- Dobrze. - Odparła.
Kazała mi wyjść z jaskini, ponieważ musiała zoperować tą łapę. Kręciłem się przed wejściem, cały w nerwach. Trzęsłem się jak osika, strasznie bałem się o zdrowie Merkury. Nagle z jaskini wybiegła Ginewra.
- Udało się! - Krzyknęła. Uradowany wbiegłem do jaskini i natychmiast pochwyciłem jej łapę.
- Jak się czujesz? - Spytałem patrząc jej w oczy.
- Dobrze... - Odpowiedziała.
- Pamiętasz co się stało przed twoim zemdleniem?
- Tak. - Uśmiechnęła się.
- Ja też Cię kocham.
< Merkury? Dokończ w wolnej chwili... >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Zostaw po sobie ślad!