Zastanowiłam się.
- A niech będzie! - Powiedziałam i wesoło ruszyłam przodem. Podczas drogi, Nightmare rozglądał się bacznie na wszystkie strony, co mnie bardzo zaciekawiło.
- Co się tak rozglądasz? - Zapytałam.
- Nie wiem. - Odpowiedział Nightmare. - Mam tak od czasu ostatniej wojny.
- I nie umiesz zapomnieć o tym, że nikt już watahy nie atakuje?
- Dokładnie. I tak wkrótce moja uwaga może się przydać.
- Do czego? - Dociekałam.
- Ludzie mogą zaatakować watahę, więc... no wiesz, lepiej być czujnym.
- Masz rację. Ja się tym jednak jakoś nie przejmuję.
- Jak to? Nie boisz się o swoje własne życie? - Był wyraźnie zaskoczony.
- Wiesz... Myślę po prostu, że co będzie to będzie i trzeba to zaakceptować. Wyraźnie tak ma być, jeżeli mam zginąć. - Powiedziałam, zatrzymując się i patrząc w niebo.
- Co tam widzisz? - Zapytał, naśladując mnie.
- Niewiele. Pewnie przyszłe dni będą deszczowe.
- Skąd wiesz?
- Hmm... Powiedzmy, że przeczucie. - Uśmiechnęłam się.
- A tam! Strzelasz po prostu! - Odpowiedział.
- No cóż, takiej opcji też nie wykluczam.
< Nightmare? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Zostaw po sobie ślad!