- Kiedyś będziemy musieli wrócić. - Powiedziałem.
- No tak, wiem. - Westchnęła.
- Chodź, coś ci pokażę. - Rzekłem i zaprowadziłem Merkury na środek łąki.
- O co chodzi? - Pytała.
- Zobacz. Wyobraź sobie, że jesteś pięknym, białym orłem.
- Tak... I czuję podmuchy wiatru, kiedy pikuję w przestworzach. - Mówiła, jakby była w transie. I właśnie wtedy otworzyła oczy.
- A! Far! - Krzyczała. - Ja mam skrzydła!

- Ściągnij mnie! - Wrzasnęła, przejęta przygodą.
- Świetnie ci idzie!
Merkury po chwili złapała wiatr w skrzydła i z pewnością widziała już całą łąkę z lotu ptaka. Potem zapikowała w dół i wylądowała.
- Jak to możliwe? - Spytała, gdy jej skrzydła zniknęły.
- Widzisz, tutaj wszystkie marzenia się spełniają. - Uśmiechnąłem się.
< Merkury? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Zostaw po sobie ślad!