- Czego rżysz? - Warknęła, dociskając mnie mocno.
- Bloody Wolf, jak mniemam. - Szepnąłem. Zapomniała o moich tylnych łapach. Jedną z nich podciągnąłem do siebie, a potem zacząłem pchać łapę wadery do przodu. Zaczęła się chwiać, a środek ciężkości padł na przednią część jej ciała. W końcu udało mi się ją odepchnąć.
- Wiesz, czuję się całkiem ok. - Powiedziałem z uśmiechem. - A co u ciebie? Słyszałem, że zdobyłaś smocze jajo? Brawo! - Zaśmiałem się ironicznie.
- Skoro jesteś takim Einstein'em, może powiesz, skoro to takie łatwe, dlaczego ty nie posiadasz smoczego jaja?
- Ponieważ ja - przyjrzałem się jej uważnie. - szukam prawdziwych wyzwań.
Zacząłem krążyć wokół niej.
- Uważasz, że jesteś w stanie mnie wystraszyć? Ha! Śmieszna jesteś. Pozbawiona uczuć i rozumu maszyna do zabijania. - Westchnąłem.
- Jak śmiesz! - Oburzyła się i spróbowała uderzyć mnie łapą, jednak ja skutecznie zablokowałem atak. - Kto ci pozwolił się wyrażać w ten sposób o... - zmrużyła oczy i się zaśmiała. - ...twoim największym koszmarze?!
- Hmm... Pomyślmy. Ja?
Waderze nerwy puściły. Skoczyła na mnie, ja jednak szybko zrobiłem unik i Bloody Wolf trafiła prosto w ścianę.
< Bloody Wolf? Nie mam weny... >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Zostaw po sobie ślad!