Kiwnęłam głową.
- Twój ojciec ma rację, Ginewra powinna nas obejrzeć. - Powiedziałam.
- Zgoda, zatem w drogę. - Odparł Kazan.
Ruszyliśmy w drodze do Ginewry, po drodze rozmawiając.
- Masz fajnego ojca...
- Dziękuję. - Uśmiechnął się. - A ty gdzie masz swojego?
Spuściłam łeb, Kazan zrozumiał o co chodzi.
- Przykro mi... - Rzekł. - Nie powinienem pytać...
- Nic się nie stało.
Nawet się nie obejrzeliśmy, kiedy znaleźliśmy się w jaskini dla rannych.
< Kazan? Brak weny... >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Zostaw po sobie ślad!