Roześmiałem się, cieszyłem się, że Merkury się śmieje i... i że mnie kocha. Kiedy już opanowałem śmiech, odezwałem się.
- Teraz... Ech... - Zaśmiałem się, nie umiejąc sobie przypomnieć, co miało być teraz. - Poczekaj... Eee... Pójdę do Ginewry, zapytać ją ile masz wypoczywać.
- Oby jak najmniej. - Odpowiedziała.
Wybiegłem szybko z jaskini, nie chcąc jej zostawiać na zbyt długo. Nawet najmniejsza rozłąka była nie do zniesienia.
- Ile ma dobrzeć? - Spytałem.
- Kiedy poczuje się na siłach - odparła Ginewra. - może walczyć.
- Dziękuję. - Odrzekłem i ruszyłem znów do ukochanej.
- I co powiedziała?
- Czujesz się na siłach? - Spytałem nachylając się i całując Merkury.
- Hmm... Powiedzmy. - Odpowiedziała uśmiechając się.
- To wstawaj i idziemy walczyć. - Rzekłem, ale po chwili spojrzałem na jej łapę. - Ale jeśli będziesz umiała chodzić, rzecz jasna. Nie mogę cię w trakcie walki nosić na grzbiecie.
- No nie, to by było dziwne. - Przyznała śmiejąc się. Pomogłem jej wstać i zrobić pierwsze kroki.
< Merkury? Mocno cię boli? Brak weny, wybacz... >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Zostaw po sobie ślad!