Uśmiechnąłem się do siebie.
- A ty? - Spytałem nie odpowiadając na jej pytanie, jako iż moje było samo w sobie odpowiedzią na jej.
- Ech... - Odparła. - Nie...
- Masz drugą katanę. - Podałem Carli miecz w taki sposób, aby nasi wogowie tego nie dostrzegli.
- Po co?
- Bierz tych po prawej, ja się rozprawię z tymi po lewej.
- Ok.
- Na trzy.
- Zgoda.
- Raz ... trzy!!! - Wrzasnąłem.
Ruszyliśmy do walki.
- A dwa gdzie? - Spytała Carla śmiejąc się.
- Uciekło z pola walki. - Parsknęliśmy śmiechem.
< Carla? No, trochę powróciło, ale za mało na porządne opowiadanie... >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Zostaw po sobie ślad!