Pędziłem przez Las Czarnego Rumaka, przyskakiwałem kłody i paprocie, zręcznie omijałem wszystkie drzewa i krzewy. Niestety nie ominąłem pewnej skrzydlatej, czerwonej wadery.
- Ys! - Zawołałem.
- Bandit? - Spytała.
- Przepraszam, że na ciebie wpadłem...
- Nic się nie stało. - Odparła. - Dokąd tak pędzisz?
- Nigdzie. Wypatruję wrogów, nie chcę zniszczenia tego lasu.
- Jesteś sam?
- No... tak.
- Czyli Fearghal dobrze mówił.
- A co?
- Podobno potrzebna ci pomoc.
- Tak, przydałaby się.
< Ysabeau? Możesz dokończyć. >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Zostaw po sobie ślad!