Objąłem ją łapą.
- Och, Olimpias. - Westchnąłem. - Przecież wiesz, że dla ciebie zrobię wszystko.
- Czyli... czyli się zgadzasz? - Pytała nie dowierzając.
- Naturalnie, a czemu miałbym się nie zgodzić?
- No... nie wiem.
- No właśnie. - Uśmiechnąłem się.
- Tak się cieszę, Zack! - Krzyknęła.
- Ja też. - Szepnąłem, kiedy mnie przytulała.
- Muszę wracać do Kimary i jej dzieci, może czegoś potrzebować! - Mówiła.
- Dobrze, leć. - Westchnąłem. Olimpias pognała zadowolona do jaskini, a ja myśląc o szczeniakach, poszedłem dalej.
< Olimpias. Brak weny... >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Zostaw po sobie ślad!