Tuż po tym wydarzeniu usłyszałam szelest za i przede mną. Chciałam uciec, ale nie miałam dokąd, gdyż ze wszystkich stron byłam otoczona przez groźnie wyglądające, obce wilki. Największy z nich, potężny, ognistorudy basior, zrzucił się na mnie z wyszczerzonymi kłami, jak strzała. Spróbowałam odeprzeć atak, ale niestety on był silniejszy. Kiedy już upadłam, któryś z jego pobratymców wyczarował sznur i związał mi nim łapy oraz pysk. Następnie wszystkie wilki ruszyły w stronę północy, ciągnąc mnie brutalnie za sobą. Szliśmy cały dzień i noc bez przerwy, aż w końcu stanęliśmy przed metalowym ogrodzeniem zbudowanym z metalowych pali. Któryś z moich wrogów, wypowiedział jakieś hasło i wrota się rozwarły, a moim oczom ukazał się ogromny, czarny zamek. Zaczęliśmy iść w jego kierunku.
Pod jego drzwiami, stał strażnik, ale znów jeden z moich wrogów wypowiedział jakieś hasło i zostaliśmy wpuszczeni do środka.
Teraz z kolei, przechodziliśmy przez wspaniale udekorowany korytarz, aby dotrzeć do hebanowego przejścia do kolejnej sali. Któryś z wilków w nie zapukał i po chwili dało się słyszeć głos:
- Kto to?
- Słudzy waszej królewskiej mości i ktoś, kto potrafi wywoływać duchy zmarłych.
- W takim razie, wejdźcie.
Zrobiliśmy to i po chwili stanęliśmy przed obliczem śnieżnobiałego basiora, który zmierzył mnie surowym wzrokiem i oznajmił:
- Dobrze, że tu jesteś,Uyulalo, Zostałaś przyprowadzona, aby przywołać nam naszego dawno zmarłego przywódcę - Caprikorna.
Na sam dźwięk tego imienia moje ciało przeszył silny dreszcz, więc odparłam:
- Nie zrobię tego.
- W takim razie, zabrać ją na tortury! - rozkazał wyraźnie rozdrażniony Alfa.
Zostałam, więc znowu pociągnięta do innego pomieszczenia, którym okazał się mały, ciasny pokoik z narzędziami do tortur.
Położono mnie na jednym z nich i j rozpoczęto wykonywanie rozkazu. Trwało to wiele, długich godzin,a ale ja nie ustępowałam. Około północy zaprowadzono mnie, więc do niskiej klitki z jednym, zakratowanym oknem. Tam piałam spędzić noc. Tak było przez parę następnych dni, aż pewnego popołudnia usłyszałam przyjazne głosy członków Watahy Krwawego Wzgórza. Na początku myślałam, iż to jedynie moja wyobraźnia, lecz, gdy tylko ujrzałam Mo, zmieniłam zdanie. Spróbowałam wstać, ale łapy odmówiły mi posłuszeństwa. Basior, jednak na to nie zareagował, ale zaczął rozglądać się dookoła. Nie wiedziałam, co się stało, więc zawołam:
- Mo, pomóż mi stąd uciec!
Ten spojrzał na mnie ze niezdziwieniem i zapytał:
- Elinor?
- A któż by inny? I dlaczego pytasz?
- Ty...inaczej wyglądasz. - odrzekł, a ja zaczęłam się oglądać. Miał rację. Zmieniłam wygląd.

- Mniejsza, z tym, pomóż mi się stąd wydostać.
-Jasne, ale najpierw... - odrzekł i zawołał:
- Patton, chodź tutaj szybko!
Po chwili basior był już koło mnie.
- Pomóż mi ją podnieść.
Wspólnymi siłami dźwignęli mnie z podłogi i zaczęli nieść.
Po chwili ujrzałam także resztę ekipy ratowniczej, m.in. Gustawa, który kiedy tylko mnie ujrzał, oznajmił:
- To teraz, wracamy do watahy.
Po czterech dniach byliśmy na miejscu. Mo i Patton, zanieśli mnie do mojej jaskini i zawołali Ginewrę, która zjawiła się w ciągu piętnastu minut.
- Widzę, że źle wyglądasz, ale spróbuję ci jakoś pomóc. - oznajmiła.
- Wątpię, że jeszcze.... - zaczęłam, ale nie skończyłam, gdyż już fruwałam z wilczymi aniołami w niebie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Zostaw po sobie ślad!