Patton stanął nagle i wbił wzrok w drzewa, znajdujące się przed nami.
- Ktoś tam jest. - Powiedział, mrużąc oczy.
- Co? Chyba się przesłyszałeś. - Rzekłem. Moje przypuszczenia zostały rozwiane przez Gustawa, który również się zatrzymał.
- Nie. - Mówił. - Ktoś tam jest.
Zauważyłem między drzewami coś błyszczącego. Alfa sprawił, że staliśmy się niewidzialni i powoli podeszliśmy do świecącej w cieniu drzew postaci. Kiedy znaleźliśmy się bliżej, okazało się, że to jakaś wadera, czarna, a ze znaków na jej sierści bił oślepiający, magiczny blask. Kiedy już staliśmy się widzialni nas widziała, zawahała się.
- Witajcie. - Powiedziała w końcu. Ten głos...! Skądś go znam! To... nie, to niemożliwe! Zdawało mi się, że to była... Tak! To była moja najukochańsza, zaginiona partnerka, Valixy!
- V... Valixy? - Jąkałem się.
- Tak. - Odszepnęła.
- Wszystko od początku poproszę. - Powiedział Gustaw, siadając na ziemi. Ja, Valixy i Patton uczyniliśmy to samo. Moja partnerka opowiedziała nam całą historię.
- To straszne, co mówisz. - Powiedział beta, nie umiejąc znaleźć innych słów.
- A ja ciebie nie obroniłem przed tym piekłem! - Użalałem się nad losem Valixy, mocno ją do siebie przytulając.
- To nie twoja wina. - Odpowiedziała.
< Valixy, w szkole to pisałam XD >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Zostaw po sobie ślad!