-Jaka delikatna... Ciekawe, czy tak jak twoja siostrzyczka.-powiedział. Tymi słowami ożywił mój instynkt zbójcy.
Skoczyłam na wilka. Zamachnęłam się łapą. Trafiłam w pysk. Na pewno zostaną mu blizny. Basior zawarczał.
Przygotowałam się do uniku. Odskoczyłam w bok. Czarny wilk uderzył w ścianę. Usłyszałam gruchot łamanej kości.
Odwróciłam się. Wilk cicho popiskiwał. Patrzył mi prosto w oczy.
-Wygrałaś, a ja przegrałem...-złapał oddech.- Pokonała mnie mała wilczyca.
Wpatrywałam się w jego martwe źrenice. Wyglądał przeraźliwie. Obeszłam ciało do okoła. Czułam mdłości.
Wspięłam się po skałach na górę. Za dużo widziałam śmierci, jak na 2 dni. A jeszcze dwa dni temu oni żyli. Moja rodzina. Cecylia. Tata. Mama. Nic nie mogłam zrobić. Z oczu poleciały mi szkliste łzy.
Obejrzałam teren dookoła mnie. Wszędzie były drzewa. Zupełnie nie miałam pojęcia, gdzie jestem. Instynkt kazał kierować mi się na wschód. Poszłam w tamtą stronę.
Słońce zachodziło za horyzontem. Byłam zmęczona, ale wilczy instynkt nie pozwalał mi przestać czuwać. Spojrzałam za siebie. Niczego nie widziałam. Powęszyłam. Również nic.
Nieco uspokojona, opadłam na mech, obok drzewa. Drzewo otulało mnie swoimi mocnymi korzeniami, zaś mech był taki miękki. Szybko zasnęłam.
***
Zbudziłam się o poranku. Przeciągnęłam się. Obejrzałam dookoła. Wszystko było w porządku. Instynkt mówił mi, że wszystko jest dobrze. Wszyscy dali mi spokój. Pewnie uznali, że sama się wykończę. W końcu byłam ranna.Podniosłam się z ziemi. Otrzepałam białe futro. Ruszyłam dalej.
Teren się wkrótce zmienił. Zamiast drzew dookoła siebie widziałam wysokie łąki.
Trawa gryzła mnie w uszy i pysk. Co jakiś czas trzęsłam łbem. Zrzucałem z siebie ułamane źdźbła trawy.
Spojrzałam na prawą łopatkę. Ciekła z niej strużka krwi. Przysiadłam na trawie. Oblizałam sobie ranę. Odczekałam chwileczkę. Poszłam dalej.
Czułam się coraz gorzej. Wędrowałam już dość długo. Mięśnie bolały mnie od marszu. W głowie mi szumiało.
Znowu zrobiłam sobie postój. Postanowiłam chwilę poleżeć. Usłyszałam jakiś trzask, wśród trawy.
Ruszyłam pędem z miejsca. Wiedziałam, że nie długo zemdleje, ale ceniłam swoje życie.
Biegłam najszybciej jak umiem. Cieszyłam się, że zostałam obdarowana szybkością i zwinnością. Niestety nie byłam silna i wytrzymała. Zmęczenie dało o sobie znać. Czułam piekący ból w klatce piersiowej.
Zwolniłam tępa. Czułam, że stawiam ostanie kroki, ale cóż chciałam przeżyć. Ceniłam życie. To się liczyło, dlatego zmusiłam się do dalszej drogi, która miała się skończyć, nie wiem czy szczęśliwie, czy źle. Liczyła jednak, że szczęśliwie...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Zostaw po sobie ślad!