Zapowiadało się fajnie. Spotkałam się dzisiaj z Blue i Kibą na łące. Poszliśmy na piknik. Ja miałam upolować trzy sarny, oni natomiast pięć jeleni i zająca. Kiedy już zasiedliśmy do posiłku, zaczęłam rozmowę.
- I jak tam wasze dzieci? - Spytałam.
- Świetnie. Miło jest patrzeć, jak odkrywają samych siebie. - Powiedział Kiba.
- Tylko Ambrela... - Westchnęła Blue.
- Nawiedza ją co noc. - Wytłumaczył Kiba.
- Jak można być tak okrutnym dla własnej matki?
Blue spojrzała porozumiewawczo na Kibę, a ten lekko się zmieszał i wstał.
- Pójdę zobaczyć, co u Omegi. Wrócę za godzinkę. - Rzekł i tyle go widziałyśmy.
- Jak ci się żyje? - Zaczęła Blue.
- Dobrze, choć doskwiera mi samotność...
- Czemu?
- Nie mam nikogo, a przy was czuję się jak piąte koło u wozu.
- Wcale tak nie jest.
- Ależ tak.
Potem jeszcze trochę rozmawialiśmy i poszłam, byłam najedzona, wygadana i poprawił mi się humor. Szłam jak zwykle ze spuszczonym wzrokiem, nawet nie wiedziałam kiedy... wpadłam na kogoś.
< Ktosiu? Proszę, dokończ... >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Zostaw po sobie ślad!