Szedłem brzegiem morza, patrząc na piękną Plażę Dnia i Nocy. Było to miejsce neutralne, gdzie noc i dzień trwały wiecznie. Patrząc nie tam gdzie trzeba, wpadłem na Jez.
- Cześć. - Powiedziałem.
- O, Rusty! Hej! - Odparła.
- Dawno się nie widzieliśmy, nie? - Spytałem z uśmiechem.
- No, trochę czasu minęło. A atak na ludzi dalej stoi w miejscu...
- Wiem. Dopracowujemy plan. - Wyjaśniłem.
- A jaki ty masz w tym udział?
- Doradzam. Doświadczenie wiele mnie nauczyło.
- Hmm... A jakie są twoje doświadczenia?
- Może kiedyś ci powiem.
Zapadła chwila długiej ciszy, a Jez szła obok mnie bardzo zamyślona.
- O czym tak rozmyślasz? - Spytałem.
- Heh... O wszystkim i o niczym.
- Mi możesz powiedzieć.
- Wspominam swoją pierwszą miłość w tej watasze... - Odparła ciężko.
- Jak miał na imię? - Pytałem zaciekawiony.
- Zero BlackFire. Często chodził w towarzystwie wader... Odnosiłam wrażenie, że lubił mnie najbardziej. Jednak potem odszedł bez pożegnania...
- Nie był ciebie wart. - Szepnąłem, patrząc jej w oczy.
- A co we mnie takiego szczególnego?
- Lubię twój sposób patrzenia na świat i charakter. Jesteś miła, wojownicza, mądra, odważna i... piękna. Jesteś po prostu sobą.
< Jez? Sorki, że nie dokończył twojego starego opowiadania, ale je przeoczyłam... >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Zostaw po sobie ślad!