Nasza jaskinia była położona niedaleko jaskiń naszych dzieci, w tym Verdany. Ja i Makka siedzieliśmy akurat na ''dachu'' naszej jaskini, wpatrzeni w piękny księżyc. Mieliśmy zacząć wyć, kiedy nagle usłyszałem kroki. Po chwili ich ujrzałem. Od razu rzuciła mi się w oczy fioletowa postać Verdany. Wraz z nią szedł Darknees.
- Pst. - Szepnąłem do Makki.
- Co się dzieje? - Zapytała.
- Patrzy tam. - Rzekłem i wskazałem ich łapą.
- O czym rozmawiają?
- Nie wiem.
- Zostawmy to. - Powiedziała moja partnerka, znów patrząc na księżyc.
- To chyba nie jest jej chłopak, nie? - Pytałem.
- A nawet jeśli, to co?
- Bo widzisz, ona jest jeszcze taka młoda! - Jęknąłem cicho.
- To samo mówiła twoja matka, kiedy widziała nasze dzieci. - Uśmiechnęła się. - Poza tym, nie wygląda mi to na związek. To przyjaźń, Patton.
Darknees zniknął w mroku lasu, a Verdana z pewnością ułożyła się już do snu.
- Może masz rację... - Szepnąłem.
- No pewnie, że mam. - Uśmiechnęła się.
W końcu pozbyłem się wszelkich nurtujących mnie pytań i skupiłem się na wyciu do księżyca z moją partnerką.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Zostaw po sobie ślad!