Oczywiście, moja sierść była wyjątkowa i jedyna w swoim rodzaju, ale nigdy nie byłam do niej przekonana. Na szczęście nikt mi tego nigdy nie wytykał, ale nie wiadomo jak będzie w nowym miejscu.
- Ależ siostrzyczko, wygląd to nie wszystko. - Pouczył mnie Colorado.
- Jakby o tym nie wiedziała. - Skarciła go Missisipi.
- Ach, to skomplikowane. - Westchnęłam.
- *Jedyna nadzieja w tobie, Lakota. Powiedzże coś mądrego!* - Pomyślałam i jak na zawołanie odezwał się najstarszy brat.
- Według mnie nie powinnaś się martwić na zapas. - Rzekł.
- Wreszcie jakieś mądre słowa! - Zakrzyknęłam, a Colorado i Missisipi, którzy już ostrzyli na siebie kły, popatrzyli na nas głupim wzrokiem.
- Ej! - Zakrzyknęli. Wszyscy zaczęliśmy się śmiać.
- Hej, wilki! - Zawołał Colorado.
- Co znowu? - Spytał Lakota.
- Może kiedy już tam dotrzemy i się z kimś zapoznamy, to urządzimy sobie nasz tradycyjny rytuał? - Zaproponował.
- Bitwę na głosy? - Zapytałam.
- No jasne. - Dodała Missisipi.
- Lakota, będziesz brać udział? - Spytaliśmy.
- Nie. Ale mogę wam wybrać piosenkę.
- Dawaj! - Zakrzyknęliśmy. Zapomnieliśmy zupełnie o wędrówce i nawet nie wiedzieliśmy, że został nam już tylko kilometr do pokonania. A ja już zapomniałam o swoich smutkach, bo cieszyłam się, że mam takich wspaniałych bliskich, którzy zawsze będą mnie wspierać.
< Lakota? Coś ostrego! >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Zostaw po sobie ślad!