Szłam sobie ścieżką, prowadzącą w kierunku mojej jaskini. Zapadł już zmierzch, rozgadane wróble pochowały się i zastąpiły je zrzędliwe sowy. Nagle jakiś wilk wyszedł mi naprzeciw. Był czarny i wyglądał na basiora.

- K...Kevin? - Wzdrygnęłam się.
- Widzę, że pamiętasz opowieści ojca.
- Czego chcesz?! - Pytałam w panice.
- Niczego. Chcę cię tylko ostrzec. Choć w sumie to bardziej ostrzeżenie dla twojego ojca, bo ty pewnie zwiejesz. Zakładamy niedaleko watahę. Od strony wschodniej, minimalnie wysunięci na północ. - Mówiąc to, podchodził coraz bliżej. - No a kiedy już z wami skończymy, zabiję swoich rodziców. Rzecz jasna ciebie oszczędzę. Myślę, że będziesz doskonałą alfą.
Potem podszedł i liznął mnie za uchem. Ja w odpowiedzi strzeliłam mu w pysk. On roześmiał się i zaczął odchodzić. Jak śmiał! Jak ja go dorwę...! Grr!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Zostaw po sobie ślad!