Udawałam nieco niedostępną, ale chyba kiepsko mi to wychodziło, bo zawsze kiedy nie patrzył, zwracałam wzrok w jego stronę, natomiast kiedy tylko na mnie spoglądał, odwracałam głowę gdzieś indziej i udawałam, że całą moją uwagę poświęcam pogodzie i światu, który mnie otacza.
- To tutaj. - Oznajmiłam w pewnym momencie, kiedy stanęliśmy przed kanionem.
- Super. - Powiedział wilk i zeskoczył ze ściany, bezpiecznie lądując na ziemi. Ja skakałam ze skały na skałę i po minucie byłam na dole.
- Byłoby szybciej... - Rzekłam. - Ale kiedy ktoś na mnie patrzy, wówczas wszystko idzie mi źle. - Parsknęłam śmiechem.
- Aha, dobrze wiedzieć. To taka rada na przyszłość? - Uśmiechnął się.
- Maybe. - Odparłam z uśmiechem. - Chodź do jaskini.
- Okej. - Rzekł i wszedł do środka równo ze mną. Ojciec i matka siedzieli przed sobą i dyskutowali o tym, co ma być na kolację.
- Mamo, tato! - Zwróciłam się do nich. - To jest Canyon. I on... a z resztą! - Zwróciłam się do szarego wilka - Sam im powiedz.
- Chciałbym dołączyć do watahy. - Powiedział.
< Gustaw? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Zostaw po sobie ślad!