wtorek, 15 kwietnia 2014

Od Glee - Poszukiwanie towarzysza

   Verda dość szybko się tu odnalazła, miała przyjaciół, wszystko wiodło się po jej myśli. Z Ty o tym nie rozmawiałem, ale przy najbliższej okazji zapytam się, kogo poznała. A co ze mną? Mi udało się zapoznać z Max'em, ale to znajomość, nie przyjaźń. Bardzo chciałem się z kimś zaprzyjaźnić, jednak nigdy na nikogo nie wpadłem. Uznałem, że nie warto się fatygować i chodzić po terenach, bo jeżeli nikogo nie znajdę, brak satysfakcji będzie większy. 
   Myśląc o tym wszystkim, siedziałem na jakiejś małej górce z pięknymi widokiem na Las Czarnego Rumaka. Zauważyłem młodą alfę w towarzystwie młodej bety. Hekate i Kiiyuko, bez wątpienia. Postanowiłem do nich pójść.
 - Dzień dobry. - Powiedziałem, kiedy byłem już w lesie.
 - Witaj, Glee. - Odparły chórem.
 - Co robicie?
 - To sekret. - Rzekła Kiiyuko.
 - Kii, on może wiedzieć. - Mówiła Hekate. - Chcemy wskrzesić mojego zmarłego brata.
 - Masz zmarłego brata? - Spytałem zdziwiony. - Jak się nazywał?
 - Cezar. Zginął na wojnie... Dawno temu. Urodził się w tym samym miocie, co ja.
 - Ale jeżeli chce go wskrzesić musi być sama. Ja jej tylko pokazałam miejsce. - Rzekła Kiiyuko, powoli odchodząc. Odwróciła łeb. - Glee! Idziesz?
 - Tak, tak. - Odparłem i zwróciłem się do Hekate - Powodzenia.
 - Dziękuję.
Młoda beta była tak uprzejma, że odprowadziła mnie na łąkę, gdzie odbywały się zajęcia. Byłem pierwszy. No, w zasadzie drugi. Pod drzewem siedział jakiś szczeniak, wyglądał na miłego. Postanowiłem do niego zagadać.

< Szczeniaku? >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zostaw po sobie ślad!