Teraz była tylko cisza...
Spokojna noc...
Nikt nie wiedział co się stało...
Nikt!
Przysiadłem na trawie. Spojrzałem na księżyc. Zawyłem do mojego, jedynego towarzysza.
Ostatnie słowa jakie słyszałem to:
-Odejdź stąd! My cię nie chcemy.
Już od sześciu lub siedmiu lat tak się włóczę. Hmm, chyba od sześciu.
Samotność...
To moje piętno...
A co ja takiego zrobiłem?
Chciałem pomóc!
Mijała szósta rocznica spalenia mojego domu...
Śmierci mojej matki...
Wygnania mnie...
A to wszystko sam sobie zgotowałem...
Nagle usłyszałem inne wycie...
Ktoś mi odpowiedział...
Nie!
Teraz usłyszałem kilka innych wilczych głosów...
Urodziła się we mnie nadzieja...
Podniosłem łeb do góry...
Spojrzałem z wdzięcznością na księżyc...
-Dziękuje ci, bracie.-szepnąłem.
Ruszyłem biegiem przez równiny...
W stronę dobiegające mnie wycia wilków...
W stronę nowej szansy na życie...
W stronę nowego życia...
Tam się odrodzę...
Zacznę żyć na nowo...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Zostaw po sobie ślad!