Minęły trzy lata od opuszczenia watahy. Byłem wygnańcem. Zwiedziłem kawałek świata. Aktualnie byłem w Australii. Kontynencie kangurów.
Szedłem pustynią. Nagle natchnąłem się na fenka. Pustynnego lisa. Popatrzył na mnie.
Rzuciłem się z nim w pogoń. Skubaniec był szybki, ale i tak go dogoniłem. Skoczyłem na fenka.
-Proszę, nie rób mi krzywdy.-powiedział. Spojrzałem na niego.
-Wcale nie zamierzam. Chciałem się tylko z tobą pobawić i to tyle.-powiedziałem z uśmiechem. Puściłem fenka.
-Nazywam się Etan.-zacząłem. Fenek stał chwilę.
-Lilo.-powiedział. Fenek okazał się dziewczyną.
Poznałem lepiej Lilo. Była jedynaczką. Opuściła dom z własnej woli, gdyż dorosła. Rodzice Lilo to bardzo przeżyli, lecz tak czy siak musieli się z tym pogodzić.
Nie mówiłem zbyt wiele o sobie. Wspomniałem tylko, że pochodzę z Pensylwanii i mam tam watahę, no i jeszcze przyjaciółkę.
-Ach, musiałeś zwiedzić kawał świata.-powiedziała z pochwałą. Rozmarzyła się.
Kiwnąłem łbem. Osobiście to włóczyłem się po świecie; szukałem ukojenia, po tym co mi się przytrafiło. Westchnąłem głośno.
-Podziwiam cię, Etan.-powiedziała Lilo. Uśmiechnąłem się.
-Och, nie tylko ty mnie. Ja ciebie również.-powiedziałem. Lilo zrobiła zdziwioną minę.
-Ale ja jestem zwykłym pustynnym liskiem, a ty wilkiem. Nie mogę się z tobą równać, Etan!-wykrzyknęła zdziwiona. Zaśmiałem się. Lilo była dorosła, ale nie doświadczona.
-Lilo, ważne co ma się tu.-wskazałem łapą, na jej klatkę piersiową. -W sercu.
Lilo popatrzyła chwilę na moją łapę, potem na mnie. Uśmiechnęła się szeroko.
-Masz rację, Etan. Dzięki, że mi o tym przypomniałeś. Moja mama, mnie tego uczyła. Jak mogła o tym zapomnieć.-powiedziała ze smutkiem. Mi też zrobiło się smutno.Dokładnie tego samego uczyła mnie moja matka.
-Nie ma sprawy.
-Co zamierzasz dalej robić?
-Nie wiem.
-Może zostaniesz w Australii, będziemy się świetnie bawić.
-Nie.-powiedziałem. Lilo spochmurniała. -Słuchaj, Lilo. Muszę znaleźć miejsce, które pozwoli mi... hmm.. pozwoli mi odżyć.
Lilo pokiwała głową. Uniosła wielkie uszy, do góry.
-Okey.
-Dziękuje, że to rozumiesz.-powiedziałem z uśmiechem.
-A kiedy zamierzasz wyruszyć?-zapytała.
-Może jutro...
Tak, też się stało. Pożegnałem się z Lilo, która mocno mnie uściskała. Na pożegnanie pomachałem jej łapą, a ona uczyniła to samo.
Poszedłem do portu. Prześlizgnąłem się miedzy rybakami.
Moim oczom ukazał się luksusowy statek. Piękny, potężny. Westchnąłem. Nowe życie, czeka w Ameryce.
Minąłem jakoś ludzi. Wszedłem do statku, który zawiezie mnie na nowy kontynent. Na nowy rozdział w życiu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Zostaw po sobie ślad!